„Dlaczego nie pytasz, co chcę na kolację?” — zapytał Kirill swoją żonę Olgę, szykując się rano do pracy. W jego głosie kryła się lekka urażona nuta, którą starał się zamaskować swobodnym tonem. — „A może już cię to nie interesuje?”
Olga, mieszając właśnie kawę, odpowiedziała obojętnie:
„Myślałam, że ugotuję coś według własnego gustu. Ale jeśli masz jakieś konkretne życzenie, zrobię to.”

„Nie o to chodzi” — powiedział Kirill, a jego głos stał się wyraźnie bardziej niecierpliwy. — „Nie ważne, co chcę lub czego nie chcę. Ważne jest, czy w ogóle pytasz! Czy to naprawdę takie trudne? Nie interesuje cię, co ja chcę?”
Olga przez chwilę spojrzała na męża, potem znów na filiżankę kawy.
„Szczerze mówiąc, to mnie to specjalnie nie obchodzi” — powiedziała cicho, niemal przepraszająco. — „Co w tym takiego interesującego?”
„O, jak to tak?!” — wykrzyknął Kirill, a w jego głosie zabrzmiało otwarte oburzenie. — „Tak to mamy? Kiedyś zawsze pytałaś! Wtedy byłem dla ciebie ważny!”
Olga zamyśliła się. „Hm, faktycznie” — pomyślała. „Kiedyś rzeczywiście zawsze pytałam. Teraz to dość niezręczne. Dobra, zapytam, bo inaczej nigdy mi nie da spokoju.”
„Co chcesz na kolację?” — w końcu zapytała, starając się w głosie ukryć choć odrobinę zainteresowania.
Kirill uśmiechnął się z ironią. „Jakby to była przysługa” — pomyślał, ale zaraz się otrząsnął. „Nie, nie będę taki głupi i małostkowy. Małżeństwo to niełatwa sprawa, wymaga kompromisów i zrozumienia. Nie jestem tyranem, żeby się czepiać. Trzeba sobie wybaczać, inaczej jak mielibyśmy pozostać ludźmi?”
„Dobrze” — powiedział w końcu, a jego głos złagodniał. — „Chcę kotlety mielone.”
„Jakie kotlety?” — zapytała Olga, teraz już z nieco większym entuzjazmem. — „Wieprzowe, jagnięce, a może wołowe? Albo zrobić z rybą?”
„Jakieś, byle nie z rybą!” — krzyknął Kirill, a w oczach zabłysły mu dawne wspomnienia. — „Wiesz, że od dziecka nienawidzę kotletów rybnych! Serio, ciągle mi się tym dokuczasz?”

„Ojej, znowu schrzaniłam” — pomyślała Olga i zadrżała w sobie z irytacją. „Co się ze mną dzieje? Jestem kompletnie rozbita. Ile razy już mówił, że w przedszkolu prawie się udusił tymi rybnymi kotletami. Teraz będzie o tym gadał cały dzień, a może nawet cały tydzień! I ta przeklęta galareta, której też nie lubi…”
„A co do dodatku?” — szybko zmieniła temat. — „Ziemniaki, makaron, ryż? A może ugotować kaszę gryczaną?”
„Poproszę frytki” — powiedział Kirill stanowczo. — „Ale smażone, nie gotowane na parze! Mają być chrupiące.”
„Oczywiście, kochanie” — odpowiedziała Olga, na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. — „Usmażę chrupiące, nie martw się.”
„Nie martwię się” — rzekł Kirill pewnie, lecz nagle zamilkł. „Dlaczego to tak powiedziałem?” — pomyślał. „Chciałem się tylko popisać? Po co mówić takie głupoty? Nadal muszę nad sobą pracować, jeśli chcę być naprawdę dobrym człowiekiem…”
„Jeśli to nie za dużo, kochanie” — dodał szybko, teraz łagodniejszym głosem, żeby rozładować napięcie — „zrób też sałatkę z pomidorów i ogórków, proszę.”
„Oczywiście, kochanie” — odpowiedziała Olga, a jej głos był już niemal aksamitny.
„Z czosnkiem i koperkiem” — dodał Kirill.
„Z czosnkiem i koperkiem” — powtórzyła Olga i uśmiechnęła się.
„I ze śmietaną.”
„Ze śmietaną.”
„A ziemniaki też usmaż koperkiem i cebulką” — powiedział Kirill, niemal entuzjastycznie.
„Wszystko będzie tak, jak chcesz, kochanie” — zapewniła Olga, a jej uśmiech wydawał się szczery.
Po serdecznym pożegnaniu się z żoną Kirill wyszedł z mieszkania. Jednak całą drogę do pracy zastanawiał się, co jest nie tak z Olgą. Nie potrafił dokładnie tego określić. Cały dzień w pracy chodził rozkojarzony, a myśli krążyły wokół dziwnego zachowania żony.
„Dobrze” — uspokajał się. — „Wieczorem poważnie z nią porozmawiam i dowiem się, co jest nie tak. Może niechcący ją uraziłem i nawet nie zauważyłem. Muszę to wyjaśnić i naprawić, póki nie jest za późno.”
Wieczorem Kirill siedział przy stole i leniwie mieszał widelcem kotlet mielony, frytki i sałatkę. Z ciekawością patrzył na Olgę, która wyraźnie z przyjemnością zajadała pieczonego kurczaka. Kobieta szczodrze polewała kurczaka sosem pomidorowym i zajadała się dużymi kęsami, uśmiechając się i zalotnie mrugając do Kirilla.

„Czekaj chwilę” — powiedział Kirill z nutą niedowierzania w głosie. — „Dlaczego ty jesz pieczonego kurczaka, a nie kotlety?”
„Po prostu jakoś miałam ochotę na kurczaka na kolację” — odpowiedziała Olga lekko. — „Kiedy mówiłeś o kotletach, zdałam sobie sprawę, że ich nie chcę, ale chcę kurczaka. Z sosem pomidorowym. Pieczonego z czosnkiem, wiesz, jakie to pyszne! Nie szkodzi, prawda? Coś nie tak?”
„Nie, tylko…” — Kirill wyraźnie szukał słów. — „Myślałem, że oboje zjemy kotlety.”
„Och, mój drogi” — pomyślała Olga, z lekkim ironicznym uśmiechem na twarzy. „Myślałeś, że też zjem twoje głupie kotlety? No nie żartuj.”
„Przepraszam, kochanie” — powiedział w końcu, mówiąc z pełnymi ustami kawałka kurczaka. — „Chciałem, żeby wszystkim było dobrze. Ty jesz to, co lubisz, ja to, co ja lubię. Fajnie, nie?”
„Śmieszne” — wymamrotał Kirill cicho, próbując ukryć rozczarowanie. — „Mogę spróbować trochę kurczaka? Patrząc, jak jesz, też mam na to ochotę.”

„Niestety nie” — odpowiedziała Olga stanowczo. — „Upiekłam tylko dla siebie. Ale kotlety są całe dla ciebie! I sałatka, z pomidorami, ogórkiem, czosnkiem i śmietaną. Frytki też, z koperkiem i cebulką, jak prosiłeś. Smacznego, kochanie!”
„Ale masz jeszcze jedną całą udźca kurczaka” — nalegał Kirill. — „Możemy się podzielić. Ja też dam ci kotlet.”
„To moje” — oznajmiła Olga. — „Upiekłam dwa dla siebie. Nie chcę twoich kotletów, dziękuję. Jedz spokojnie.”
Kirill jadł swój kotlet w ciszy, zazdrosnym wzrokiem śledząc, jak Olga zajada drugi udziec kurczaka. Kobieta tak apetycznie gryzała chrupiące mięso, że Kirill nie mógł oderwać od niej wzroku. Kotlet jakby stanął mu w gardle.
„Trochę za długo piekłam kurczaka” — powiedziała Olga radośnie. — „Dlatego skórka jest taka chrupiąca. Po prostu boskie! Gdybyś wiedział, jak pyszne!”
„Wyobrażam sobie” — mruknął Kirill, głupio się uśmiechając i przełykając ostatni kęs kotleta.
Następnego ranka, zanim wyszedł do pracy, Kirill uważnie patrzył na żonę.

„Co ugotuję na kolację, kochanie?” — zapytała Olga, a jej głos był niemal przesadnie miły.
„Pieczonego kurczaka” — odpowiedział Kirill stanowczo. — „Całą noc chodził mi po głowie ten przeklęty kurczak. Zrób tak, jak dla siebie. Bez dodatków, tylko z sosem pomidorowym.”
„Dobrze, kochanie” — powiedziała Olga, a w jej oczach zabłysnęła figlarna iskra.
Tego wieczoru Kirill jadł pieczonego kurczaka, ale jakoś nie czuł w tym radości. Olga bowiem na jego oczach zajadała gulasz jagnięcy.
„Tak pyszne, gdy jest jeszcze gorące” — powiedziała Olga szczęśliwie, biorąc kolejny kęs. — „Całe życie jadłabym tylko to. Od dziecka uwielbiam gulasz jagnięcy!”
Kirill tylko westchnął i dalej przeżuwał kurczaka. Cały tydzień mijał podobnie: każdego wieczoru Olga zaskakiwała go nowymi kulinarnymi niespodziankami, które przygotowywała dla siebie. Poprzedniego wieczoru np. bardzo go zdenerwowała, gdy jadła smażone sardele.
„Też chcę smażone sardele” — jęczał Kirill.
„Dlaczego nie powiedziałeś rano?” — zdziwiła się Olga. — „Przecież robiłam kotlet schabowy dla ciebie.”
„Skąd miałem wiedzieć rano, że chcę sardele?” — odpowiedział zirytowany Kirill. — „Chociaż mogłaś zasugerować!”
„Ja też nie wiedziałam rano, co chcę wieczorem!” — śmiała się Olga.
„Daj mi trochę sardyli, proszę” — błagał Kirill.
„Nie, nie, nie” — powiedziała Olga surowo. — „A co ja mam jeść? Twojego kotleta schabowego? Dzięki, ale nie chcę.”
Następnego ranka, gdy Olga znów zapytała, co chce na kolację, Kirill tylko pokręcił głową.
„Nie, nie, dość tego” — powiedział stanowczo. — „Nie bawię się dalej, kochanie. Mam dość. Masz już dość zabawy ze mną. Gotuj sobie, co chcesz, ale i dla mnie! I dużo!”
Od tego dnia Kirill już nigdy nie mówił Oldze, co chce na kolację.
Wniosek
W kolejnych tygodniach Kirill i Olga powoli odnaleźli wspólny język. Olga zauważyła, jak bardzo mąż pragnie jej uwagi i zaczęła bardziej na niego zwracać uwagę. Kirill zaś zrozumiał, że małżeństwo to nie tylko jego życzenia, ale wzajemne zrozumienie i dostosowanie się. Kolacje znów stały się wspólnym przeżyciem, a choć czasem zdarzały się drobne nieporozumienia, miłość i humor zawsze pomagały je przezwyciężyć.
Pewnego wieczoru, jedząc razem ogromną miskę gulaszu jagnięcego, Olga figlarnie mrugnęła do Kirilla.
„Wiesz, kochanie” — powiedziała śmiejąc się — „może jednak czasem powinnam pytać, co chcesz na kolację.”
Kirill uśmiechnął się i ścisnął dłoń żony.
„Po prostu gotuj to, co lubisz. Jeśli ty jesteś szczęśliwa, ja też.”
I tak przy stole, przy wspólnej kolacji, na nowo się odnaleźli.
