W naszą piątą rocznicę przyłapałam męża na zdradzie… z moją asystentką. Później, podczas rozwodu, zmusił mnie do przekazania mu mojej firmy, a ja zrobiłam to bez słowa sprzeciwu. Myślał, że wygrał. Czego nie wiedział? Że wszedł prosto w pułapkę, którą już dawno zastawiłam.
Poranne światło wpadało przez okna naszej sypialni, gdy zapinałam koszulę, patrząc, jak Ethan wiąże krawat przed lustrem. Nawet po pięciu latach małżeństwa jego widok sprawiał, że serce biło mi szybciej.
– Wszystkiego najlepszego, kochanie! – powiedziałam, obejmując go w pasie od tyłu. – Nie mogę uwierzyć, że to już pięć lat.
Pogłaskał mnie po ręce. – Czas szybko leci, kiedy budujesz imperium.

Przytuliłam policzek do jego pleców. – Pomyślałam, że dziś wcześniej zamkniemy biuro. Moglibyśmy wieczorem porządnie to uczcić!
– Nie mogę – powiedział, spoglądając na zegarek. – Przychodzi ważny klient. Może w weekend?
Znajome ukłucie rozczarowania przeszyło mnie, ale je stłumiłam. – Jasne. W weekend. – Odsunęłam się i wygładziłam spódnicę. – Pójdę później do biura. Chcę skończyć te babeczki.
Ethan w końcu się odwrócił. – To mi się podoba. Zawsze planujesz z wyprzedzeniem. – Pocałował mnie w czoło i chwycił teczkę. – Nie czekaj na mnie dziś wieczorem. Kolacja z klientami.
Czwarta taka kolacja w tym tygodniu.
– Dobrze – powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. – Powodzenia.

Po jego wyjściu zostałam sama w naszej sypialni, otoczona oznakami sukcesu, który wspólnie zbudowaliśmy – designerskie meble, dzieła sztuki, na które trzy lata temu nie mogliśmy sobie pozwolić, i widok na centrum miasta z naszego apartamentu na poddaszu. Wszystko dzięki La Boutique des Fleurs Sauvages, mojemu małemu sklepowi internetowemu, który stał się milionowym biznesem.
Telefon zawibrował. Wiadomość od Megan, mojej asystentki:
„Spóźnię się. Korek. Przepraszam!”
Odpisałam: „Spokojnie. Nie śpiesz się.”
Postanowiłam mimo wszystko zaskoczyć Ethana kawą. Może uda mi się ukraść pięć minut w jego napiętym grafiku… w nasze święto!
„Zaskocz go”, szepnęłam do siebie. „Dobry pomysł!”
Nie miałam pojęcia, że to ja zostanę zaskoczona.

Biuro było ciche, gdy dotarłam. Było zbyt wcześnie na większość pracowników. Z kawami i torbą z ciastkami szłam w stronę gabinetu Ethana.
Najpierw usłyszałam dźwięk… kobiecy śmiech, zadyszany i intymny. Coś, co nie powinno mieć miejsca w pracy. I coś… znajomego.
Zwolniłam kroku zbliżając się do szklanej ściany jego biura. Żaluzje były lekko uchylone – wystarczająco, by zobaczyć wszystko.
Megan nie utknęła w korku. Siedziała na biurku mojego męża, spódnica zadarta, jej ręce tam, gdzie nie powinny być, jego dłonie wplątane w jej włosy, gdy całował ją w szyję.

Kubki z kawą wypadły mi z rąk, gorący płyn oblał mi stopy. Ale nic nie czułam. Kompletnie nic.
Nie zauważyli mnie. Cofnęłam się bezgłośnie, z dziwnym spokojem w głowie, zapamiętując każdy szczegół, jakbym robiła inwentaryzację: jej czerwona szminka na jego kołnierzyku, obrączka błyszcząca pod światłem biura, zdjęcie rodzinne odwrócone tyłem na biurku.
Jak wygodnie. Jak schludnie.
Wyszłam z budynku, wsiadłam do samochodu i siedziałam tam przez prawie godzinę, wpatrzona w pustkę. Potem wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do pierwszej osoby z kontaktów.
– Jack? Tu Chloé. Nadal zajmujesz się prawem rodzinnym?
– Chloé? Tak, zajmuję się. Wszystko w porządku?

– Nie. Ale będzie. Potrzebuję prawnika od rozwodów i strategii biznesowej. Możemy się spotkać dziś?
– Sprawdzę grafik. Biuro za godzinę?
– Idealnie. I Jack? Dziękuję.
Rozłączyłam się i uruchomiłam samochód. Odrętwienie powoli ustępowało, a w jego miejsce wkraczało coś innego… coś twardego, jasnego i skupionego.
Jeśli Ethan chciał grać w gry, dowie się, że jestem dużo lepszą strateginią, niż sądził.
– Zaczynamy – szepnęłam.
