Jake i ja spędziliśmy dzieciństwo na obstawianiu zakładów – kto będzie szybciej biegał, wyżej wspinał się lub podejmował większe ryzyko. Ale lata później, kiedy wygrałem nasz ostatni zakład, nie było żadnej imprezy – tylko ten rodzaj bólu serca, którego się nie spodziewałem.
Jake i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, zanim jeszcze nauczyliśmy się chodzić. Nasze matki lubiły opowiadać historię, jak się poznaliśmy – dwójka maluchów w pieluchach, które walczyły o zabawkową ciężarówkę w przedszkolu. Śmieszyło je to, że już wtedy rywalizowaliśmy ze sobą.

Wychowywaliśmy się obok siebie, nasze domy były tylko kilka drzwi od siebie. Kiedy któregoś z nas nie było w domu, rodzice dokładnie wiedzieli, gdzie nas znaleźć. Robiliśmy wszystko razem. Ale to, co naprawdę nas definiowało? Zakłady.
„Założę się, że nie uda ci się dotrzeć do końca ulicy szybciej niż ja” – powiedział Jake.
„Założę się, że mi się uda” – odpowiedziałem i już biegnę.
Zakładaliśmy się o wszystko. Kto wytrzyma dłużej bez oddechu? Kto zje więcej kawałków pizzy? Kto dostanie najlepszą ocenę na teście? Czasami wygrywaliśmy, czasami przegrywaliśmy, ale zakłady nigdy nie były naprawdę ważne. Liczyło się to, że mogliśmy sobie nawzajem coś udowodnić, że motywowaliśmy się do bycia lepszymi, szybszymi i odważniejszymi.
Nikt nie rozumiał naszej przyjaźni tak jak my. To nie była tylko rywalizacja – to było zaufanie. Kiedy Jake wyzywał mnie do zrobienia czegoś szalonego, wiedziałem, że on też to zrobi. Kiedy skakałem, on skakał ze mną. Tak to po prostu działało.
A potem, pewnej nocy, stało się coś poważnego.
Mieliśmy 16 lat, leżeliśmy na dachu mojego domu i patrzyliśmy w gwiazdy. To była jedna z tych nocy, kiedy czujesz, że możesz porozmawiać o wszystkim.
„Paul” – powiedział Jake, jego głos był łagodniejszy niż zwykle – „powinniśmy postawić najwyższy zakład”.
Odwróciłem głowę i spojrzałem na niego. „Tak? Jaki zakład?”
„Kto dłużej pożyje.”
Zachichotałem krótko. „To głupi zakład. Skąd będziemy wiedzieć, kto wygrał?”
Jake uśmiechnął się. „Proste. Kto pierwszy umrze, ten stawia piwo.”
Zaśmiałem się i pokręciłem głową. „Dobrze. Ale lepiej nie przegrywaj.”
Jake uśmiechnął się szeroko. „Nigdy nie przegrywam.”
Myśleliśmy, że nasza przyjaźń będzie trwać wiecznie. Ale potem wszystko się zmieniło.
To, że zakochałem się w Laurze, nie było planowane. Po prostu się stało.
Nie była jak inne dziewczyny w szkole – była mądra, zabawna i miła. Sprawiała, że czułem się inny niż reszta, jakbym naprawdę był ważny. Byliśmy przyjaciółmi od dłuższego czasu, ale pewnego dnia zrozumiałem, że chcę czegoś więcej.
Problemem był Jake. Nie byłem pewien, jak on to przyjmie. Nigdy wcześniej nic między nami się nie wydarzyło, ale to czuło się… inaczej.
Przez tygodnie trzymałem to w sobie i starałem się ignorować, że moje serce szybciej biło, kiedy Laura się śmiała, albo że wymyślałem wymówki, by być w jej pobliżu. Jednak pewnego dnia Jake przyłapał mnie na tym, że gapiłem się na nią w korytarzu.
„Podobasz się jej, prawda?” – powiedział z uśmiechem.
Zawahałem się. „Tak, podoba mi się.”
Jego uśmiech stał się szerszy. „To zróbmy to interesujące. Kto pierwszy wyjdzie z nią na randkę, wygrywa.”
Zamrugałem. „Co?”
„Zakład” – powiedział. „Ty i ja. Kto pierwszy wyjdzie z nią na randkę, ten ją dostaje.”
Po raz pierwszy w życiu nie poczułem dreszczyku rywalizacji. Nie chciałem wygrać. Po prostu chciałem ją.
„Ona nie jest grą, Jake” – powiedziałem cicho. „Jest człowiekiem.”
„Daj spokój, Paul. Zawsze się zakładaliśmy o wszystko. Gdzie tu różnica?”
„Różnica jest taka, że to naprawdę ważne.”
Zaśmiał się. „Udajesz, że jesteś w niej zakochany.”

„Może rzeczywiście jestem” – odpowiedziałem, zaciskając pięści.
Jego uśmiech zniknął. „O.”
Pokazałem, że nie mam więcej siły do tej rozmowy, i poszedłem. Nie widziałem Laury, która stała przy szafkach. Nie wiedziałem, że całą rozmowę słyszała.
„Paul” – zawołała, doganiając mnie.
Zatrzymałem się, moje serce biło jak oszalałe. „Laura.”
Uśmiechnęła się. „Naprawdę to myślałeś?”
„Tak” – odpowiedziałem, wstrzymując oddech.
Chwyciła moją dłoń i spleciona z moją powiedziała: „To oficjalne.”
Jake był wściekły.

Na początku udawał, że go to nie obchodzi. Żartował, że „oszukałem” i złamałem naszą umowę. Ale potem zaczęły pojawiać się plotki. Mówił, że „zdradziłem” go. Że zawsze byłem zazdrosny. Że odwróciłem się od niego przez dziewczynę.
To bolało bardziej, niż myślałem.
Starałem się z nim porozmawiać, żeby to naprawić. „Jake, nie chodzi o ciebie i mnie. Chodzi o nią.”
„Ona miała być zakładem” – warknął. „Nie powodem, dla którego wybrałeś ją zamiast mnie.”
„Nigdy nie wybrałem jej zamiast ciebie” – odpowiedziałem. „To ty zamieniłeś to w walkę, nie ja.”
Ale nie chciał słuchać.
Kiedy nadszedł dzień ukończenia szkoły, Jake zniknął. Spakował swoje rzeczy i opuścił miasto bez słowa.
I tak mój najlepszy przyjaciel – osoba, której ufałem bardziej niż komukolwiek – stała się tylko wspomnieniem.

Życie toczyło się dalej. Laura i ja pobraliśmy się rok po ukończeniu szkoły. Zostaliśmy w mieście, kupiliśmy dom niedaleko miejsca, gdzie dorastaliśmy, i zaczęliśmy budować wspólne życie. Dobre życie.
Nasza córka Emily przyszła na świat kilka lat później. Miała oczy Laury i moją upartość. Za każdym razem, gdy się śmiała, świat wydawał się na swoim miejscu.
Byłem szczęśliwy. Naprawdę byłem. Ale czasami, kiedy Laura i Emily były już w łóżku, siadałem na zewnątrz i myślałem o przeszłości.
O Jake’u.
Zastanawiałem się, gdzie teraz jest i co robi. Czy kiedykolwiek o mnie pomyślał. Czy kiedykolwiek żałował, jak się wszystko skończyło.
Pewnego popołudnia, porządkując pocztę – rachunki, śmieci, zwykłe rzeczy – wypadła mi mała koperta. Na przedniej stronie był mój imię, napisane ręką, którą widziałem ostatni raz lata temu.
Rękopis Jake’a.
Moje ręce zadrżały, kiedy otworzyłem kopertę.
„Paul,
Jestem z powrotem w mieście. Minęło za dużo czasu. Spotkaj się ze mną jutro o siódmej w O’Malley’s. Musimy porozmawiać.
– Jake”

To było wszystko. Żadnych wyjaśnień, żadnych przeprosin. Tylko zaproszenie. Przeczytałem to trzy razy, prawie oczekując, że słowa się zmienią.
Laura zauważyła wyraz mojej twarzy. „Co się stało?”
Podałem jej list. Przeczytała go, a potem spojrzała mi w oczy. „Idziesz?”
Zawahałem się, potem skinąłem głową. „Tak.”
Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Nie wiedziałem, czy nadal jestem wściekły, czy on jest. Wiedziałem tylko, że po dziesięciu latach w końcu miałem szansę zobaczyć mojego najlepszego przyjaciela znowu.
Następnego wieczoru przyjechałem do O’Malley’s dziesięć minut za wcześnie.
Lokal nie zmienił się od naszego dzieciństwa. Rozejrzałem się po sali, spodziewając się, że Jake będzie siedział przy stoliku w rogu, uśmiechając się, jakby nigdy nic się nie stało.
Ale nie było go tam.

Spojrzałem na zegarek. Może się spóźnia. Nigdy nie miał parcia na czas.
Po kilku minutach podeszła do mnie kelnerka. Była młoda, może miała dwadzieścia kilka lat, z zmęczonymi oczami i uprzejmym uśmiechem.
„Jesteś Paulem?” – zapytała.
Kiwnąłem głową. „Tak.”
Wskazała na mały stolik w tylnym rogu. „Proszę, za mną.”
Zdezorientowany zrobiłem, co kazała. Kiedy usiadłem, wyciągnęła z kieszeni fartucha złożoną kartkę i położyła ją na stole. Potem postawiła obok kufel piwa.
„Poprosił, żebym ci to dała” – powiedziała łagodnie.
Zrobiło mi się niedobrze. „Gdzie on jest?”
Zawahała się. „Po prostu to przeczytaj.” I odeszła.
Patrzyłem na list, moje palce drżały, gdy go otwierałem. Kiedy zobaczyłem ten rękopis, serce mi stanęło.
„Paul,
Jeśli to czytasz, to znaczy, że wróciłem do domu. Moim ostatnim życzeniem było, bym został pochowany w rodzinnym mieście.
Tuż po zakończeniu szkoły zachorowałem. Rak skóry. Byłem przez jakiś czas w remisji, ale choroba wróciła. Tym razem było gorzej. Lekarze powiedzieli, że nie mam innego wyboru.
Nie pisałem, byś się źle poczuł. Pisałem, bo nie chciałem opuścić tego świata bez naprawienia tego, co zepsułem. Byłem głupcem, Paul. Pozwoliłem mojej dumie zniszczyć najlepszą rzecz, którą miałem – naszą przyjaźń. Byłeś moim bratem, a ja ją zniszczyłem przez głupi zakład. Nie oczekuję, że mi wybaczysz. Mam tylko nadzieję, że wiesz, że nigdy nie przestałem tęsknić za tobą.
Co do ostatniego zakładu… Wygląda na to, że wygrałeś, przyjacielu. Piwo stawiam ja.
– Jake”
Ścisnąłem list, moje palce chwyciły go tak mocno, że się pogniotło. Jake już nie żył. Przyjechałem tu, licząc na drugą szansę, ale dostałem tylko pożegnanie, którego nigdy nie chciałem.
Spojrza
łem na kufel piwa. Z trudem wypiłem łyk. Potem kolejne.
Piwo smakiem przypominało dzieciństwo.
Następnie, jednym ruchem, stłukłem szklankę o stół.
I obiecałem sobie, że kiedyś to wszystko zrozumiem.
