Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Nasza asystentka medyczna przyszła do mnie w panice i podała pozytywny wynik testu. „Zrób go jeszcze raz” — wymamrotałam, chcąc zyskać trochę czasu, zebrać myśli i mieć nadzieję, że przez jakiś cud wynik będzie inny.

Dipti S. Barot
HuffPost Contributor

Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Pewnego grudniowego ranka obudziłam się wcześnie, żeby słuchać sędziów z dożywotnimi nominacjami, którzy przesłuchiwali prawników w procesie mogącym odebrać ludziom prawo do decydowania o własnym ciele. Tydzień po tygodniu słyszę, jak sędziowie, prawnicy i politycy wypowiadają się w sprawach, o których nie powinni mówić — tak dalekich od życia zwykłych ludzi jak głosy z innej planety.

W tych chwilach myślę o małej dziewczynce, którą poznałam wiele lat temu podczas badania lekarskiego.

Miała 11 lat. Nazwijmy ją Sofia.

To był mój pierwszy rok pracy w podstawowej opiece zdrowotnej. Mama Sofii przyprowadziła ją z powodu bólu brzucha. Kiedy pytałam o miesiączki, mama powiedziała, że Sofia miała już miesiączkę, ale potem przestała krwawić. Uspokoiłam ją, mówiąc, że na początku cyklu mogą zdarzać się nieregularności, co jest normalne. Mama wyszła z pokoju i zostałam sama z Sofią.

Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Była cicha, nieśmiała — typowa, niepewna nastolatka, której trudno było rozmawiać z dorosłym. Odpowiadała jednym słowem, nie wiedziała, gdzie patrzeć.

Wychodząc z pokoju, usłyszałam w głowie głos lekarza z oddziału ratunkowego, który mnie szkolił: „Nie bądź tym idiotą, który nie zleca testu ciążowego.” Wielu młodych lekarzy zleca badania krwi, USG, tomografię, ale pomijają ten najprostszy test, wydając tysiące na diagnostykę, gdy w rzeczywistości pacjentka jest w ciąży.

Więc nie byłam tym idiotą i zleciłam test.

Kilka minut później asystentka przyszła do mnie w panice z pozytywnym wynikiem. „Zrób go jeszcze raz” — poprosiłam z niedowierzaniem. Test powtórzono. Pozytywny. „Jeszcze raz” — mówiłam, próbując zyskać czas i zebrać myśli, z nadzieją, że wynik się zmieni. Pozytywny.

Sofia była moją pacjentką. Miała 11 lat. Była w ciąży.

Usiadłam z mamą Sofii w innym pokoju i spokojnie wyjaśniłam, że test ciążowy jest pozytywny.

Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Nie rozumiała.

Musiałam wielokrotnie tłumaczyć, że Sofia jest w ciąży. Szok, łzy, telefon. Wkrótce pojawił się zdyszany tata, potem poważny ksiądz rodzinny i policja. Pamiętam dorosłych modlących się razem w osobnym pokoju i uczucie obserwowania koszmaru. Musiałam sobie przypominać, że czasem naszą rolą jest być świadkiem najgorszego dnia czyjegoś życia.

Próbowałam wydobyć prawdę od Sofii, siedząc obok niej z otwartym atlasem anatomicznym na kolanach. Nie mówiła nic. Na szczęście w klinice była policjantka. To ona, mając pozwolenie, rozmawiała z Sofią i odkryła, kto w rodzinie zrobił jej tę straszną rzecz. Kiedy policja aresztowała tego członka rodziny, poszła do kościoła, bo sprawca był na próbie chóru.

Pamiętam swoje skupienie — wiedziałam, że moim jedynym zadaniem jest chronić moją pacjentkę. Niezależnie od wszystkiego, moim obowiązkiem było, by Sofia była w centrum uwagi, a jej zdrowie fizyczne i psychiczne było priorytetem. By mogła znaleźć drogę pośród traumy i tego strasznego czynu, a jej życie było chronione.

Częścią tego było przerwanie ciąży. Upewniliśmy się, że będzie miała do tego dostęp i zrobi to jak najszybciej.

Nie było wątpliwości, że życie Sofii się liczy, a to oznaczało, że nie zostanie zmuszona do porodu w wieku 11 lat.

I nie została.

Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Myślę o Sofii cały czas, zwłaszcza teraz, gdy prawa aborcyjne są odbierane jedno po drugim w kolejnych stanach — jak przewracające się domino. Myślę o zwrocie „poza przypadkami zagrożenia życia matki.” Decyzja tamtego wieczoru była o ochronie życia matki. Matki, która nigdy nie powinna była być i na szczęście nie była.

I chociaż łatwiej jest zgodzić się na prawo do aborcji dla 11-latki zgwałconej przez członka rodziny, prawda jest taka, że nikt nigdzie, pod żadnym warunkiem, nie powinien być zmuszany do urodzenia dziecka. Przymusowy poród nigdy nie powinien być rzeczywistością.

Sofia ma teraz ponad 20 lat. Zastanawiam się, jak się wyleczyła, jak poradziła sobie z traumą. Czy poszła na studia? Czy zaufała komuś bliskiemu? Czy była w ciąży, kiedy sama tego chciała? Czy ma dziecko? Widzę jej szeroką twarz i łagodny uśmiech i wiem teraz, tak jak wtedy, że decyzja o przerwaniu ciąży Sofii, wsparta przez tych, którzy ją kochali, była decyzją pro-life.

Moja 11-letnia pacjentka była w ciąży. Oto, co chcę, żebyście wiedzieli o byciu „pro-life”.

Pamiętam, jak klinika była zatłoczona: Sofia, jej mama, tata, ksiądz, policja, płacz, modlitwy, niedowierzanie i wiara. Pamiętam, jak mała była Sofia — jej drobną twarz, ręce i biodra — i jak ta wielka, straszna rzecz mogła się zdarzyć tak małej osobie.

Pamiętam, jak ciasny był ten pokój w klinice. Nie było w nim miejsca dla polityków podpisujących złe ustawy z dziećmi na pokaz, nie było miejsca dla sędziów Sądu Najwyższego, którzy mówią o wartości życia, a jednocześnie zastanawiają się, czy ciąża to „zbyt duże obciążenie.” Nie ma miejsca dla tych zbędnych, niepotrzebnych osób w najbardziej intymnej przestrzeni. Nasze kliniki są zbyt małe dla kogokolwiek poza personelem i pacjentami.

Będziemy walczyć o tę świętą przestrzeń, walczyć, by była wolna od cynicznych polityków i ich podziałów. Nigdy nie byli zaproszeni i nie pozwolimy im się w niej pojawić.

Uwaga: Imiona i szczegóły zostały zmienione, by chronić prywatność osób opisanych w tym tekście.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z przyjaciółmi:
Niesamowite historie wokół nas