Dzień, w którym wyznałam w kościele, że jestem w ciąży, zaczął się od porannych mdłości, a skończył tym, że moja matka mnie wyrzekła. Ale to, co wydarzyło się później, sprawiło, że zmieniła decyzję.
Jestem studentką drugiego roku psychologii i to właśnie tam poznałam Glena zeszłej jesieni. Zaczęliśmy jako koledzy do nauki w klasie „Wprowadzenie do metod badawczych”, ale od pierwszego dnia było w nim coś wyjątkowego.
Miał taki łagodny sposób wyjaśniania trudnych zagadnień, że wszystko stawało się jasne, a jego uśmiech? Potrafił rozświetlić całą salę wykładową.

„Faith, znowu się gapisz” – drażnił mnie podczas naszych spotkań, a moje policzki zawsze czerwieniały się od razu.
„Nie mogę się powstrzymać, skoro mnie rozpraszasz” – odgryzałam się, i oboje śmialiśmy się tak, jakbyśmy mieli najlepszy sekret na świecie.
Zaczęliśmy od wspólnej kawy po zajęciach, potem spędzaliśmy godziny w akademickiej stołówce. Przekłuwaliśmy talerze frytek, dzieląc się historiami z życia.
Glen opowiedział mi trochę o swojej rodzinie i o tym, jak lubił bawić się na polach jako dziecko. Ja z kolei mówiłam o tym, że straciłam tatę, mając pięć lat. Wtedy nasza przyjaźń zaczęła przeradzać się w coś więcej.
„Twój tata byłby z ciebie dumny” – powiedział pewnego wieczoru, ściskając moją rękę przez stół. „Podążasz za swoimi marzeniami, pomagasz ludziom poprzez psychologię…”
Pierwszy raz pocałował mnie na huśtawce przed domem mamy – przysięgam, że zobaczyłam gwiazdy. Ale kiedy powiedziałam Mamie o Glenie, tylko złączyła wargi i powiedziała: „To miłe, kochanie. Pamiętaj, że masz duży egzamin.”
Taka jest moja mama, Claudia. Od czasu śmierci taty poświęciła się dwóm rzeczom: wychowaniu mnie i miłości do natury.
Nigdy się nie umawiała, nigdy nie wydawało się, by chciała znowu kochać.
Czasami widzę, jak patrzy na zdjęcie taty na kominku z taką tęsknotą, że łamie mi serce. Chciałabym, żeby pozwoliła sobie na szczęście, ale nasza relacja nie jest taka, żebym mogła to powiedzieć.
„Mama” – próbowałam kiedyś – „czy nigdy nie czujesz się samotna?”
„Mam ciebie” – odpowiedziała, prostując spódnicę. „To wszystko, czego potrzebuję.”

Wszystko szło gładko, dopóki pewnego ranka nie obudziłam się z mdłościami.
Nie mogłam się nawet ruszyć, a myśl o śniadaniu niemal wywołała wymioty.
O nie… pomyślałam. Mdłości, zmęczenie… Czy to oznacza, że jestem w ciąży?
To była pierwsza myśl, bo kilka tygodni wcześniej byłam z Glenem blisko.
Byłam przerażona, ręce mi drżały tak bardzo, że ledwo otworzyłam szufladę, w której ukryłam testy ciążowe.
„Proszę, proszę, proszę” – szepnęłam, patrząc na okienko testu. „Powiedzcie, że się mylę!”
Ale pojawiły się dwie różowe kreski, wyraźne jak dzień, i mój świat się przewrócił.
Usiadłam na podłodze łazienki, serce biło mi jak oszalałe.
„To nie może się dziać” – mruczałam, patrząc na test. „Mam tylko dziewiętnaście lat. Nie mogę mieć dziecka. Nie mogę…”
Kilka minut później chodziłam po sypialni w kółko.
„Jak mam to ukryć przed Mamą?” – pytałam siebie. „Nigdy nie zrozumie. Dziecko? Poza małżeństwem? W naszej rodzinie?”
Przez prawie godzinę rozmawiałam sama ze sobą, tworząc w głowie różne scenariusze – wszystkie kończyły się tym, że mama nie będzie ze mną mówić.
Byłam pewna, że nigdy nie zaakceptuje mojego dziecka.
Spędziłam następne dni, ukrywając się w pokoju, wymyślając wszystkie możliwe wymówki, by nie stawić czoła Mamie.
„Faith, kochanie! Obiad gotowy!” – zawołała pewnego wieczoru.
„Przepraszam, Mamo, mam ogromną pracę z psychologii na jutro” – krzyknęłam. „Zjem coś później!”
Następnego ranka zapukała do mojego pokoju. „Kochanie, zrobiłam twoje ulubione naleśniki.”
„Dzięki, ale już zjadłam batonika. Mam poranne spotkanie grupy studenckiej” – skłamałam, czując wyrzuty sumienia z powodu narastającej góry wymówek.
Tej samej nocy próbowała ponownie. „Faith? Pani Jones przyniosła swoją słynną zapiekankę…”
„Mam egzaminy, Mamo. Muszę się skupić!” – odpowiedziałam.
Do czwartku Mama nie wytrzymała. Weszła do mojego pokoju i stanęła w drzwiach.

„Chwileczkę” – powiedziała, patrząc na mnie tym spojrzeniem matki, które mogłoby roztopić stal. „Od kiedy opuszczasz moje śniadania z naleśnikami? I nie myśl, że nie zauważyłam, że biegniesz do łazienki co rano.”
„Po prostu stres z egzaminów” – mamrotałam, unikając jej wzroku.
„Uh-huh” – powiedziała, ewidentnie nieprzekonana. „I przypuszczam, że stres też sprawił, że od kilku dni nie dotykasz swojej kawy? Tej samej kawy, bez której twierdzisz, że nie możesz żyć?”
„Grupa studencka zasugerowała ograniczenie kofeiny.”
„Moja droga Faith” – powiedziała powoli Mama – „przez wszystkie lata szkoły nigdy nie widziałam cię opuszczającej posiłki w czasie egzaminów. Coś się dzieje, i obie wiemy, że to nie tylko nauka.”
Zanim jednak zdążyła naciskać dalej, chwyciłam plecak. „Przepraszam, Mamo, spóźniam się do biblioteki. Projekt grupowy!”
Praktycznie wybiegłam po schodach, zostawiając ją z tym zmartwionym spojrzeniem, którego tak bardzo starałam się unikać.
W następną niedzielę Mama zawołała z góry: „Faith, kochanie! Spóźnimy się na nabożeństwo!”
„Już idę!” – odpowiedziałam, walcząc z kolejną falą mdłości. „Może powinnam dzisiaj pominąć…”
„Opuszczać kościół? Źle się czujesz?” – Mama pojawiła się w drzwiach.
„Trochę zmęczona” – skłamałam, wymuszając uśmiech. „Dużo się uczyłam.”
„Jesteś 'zmęczona’ cały tydzień” – powiedziała, mrużąc oczy. „Chcesz mi coś powiedzieć?”
„Nie, proszę pani” – odpowiedziałam zbyt szybko. „Będę gotowa za pięć minut.”
Kościół był pełny, wszyscy sąsiedzi w niedzielnych strojach.

Pani Jones miała na sobie słynny różowy kapelusz, a pan Rodriguez przyszedł z wnukami. Wszystko było w porządku, dopóki w połowie kazania nie dopadły mnie znajome mdłości.
Pewnie zrobiłam się zielona, bo Mama chwyciła mnie za rękę.
„Kochanie, co się dzieje?” – wyszeptała, mrużąc oczy. „W sumie, zachowujesz się dziwnie cały tydzień…”
Może to było poczucie winy, a może hormony ciążowe, ale nie mogłam już tego powstrzymać.
„Mamo, muszę ci coś powiedzieć” – szepnęłam, łzy napłynęły mi do oczu. „Jestem w ciąży.”
Cisza, która nastąpiła, wydawała się wiecznością. Twarz mamy przeszła przez około pięćdziesiąt różnych emocji w trzy sekundy.
„Co?” – wykrztusiła, tak głośno, że kilka osób się odwróciło. „Chyba żartujesz.”
„Nie, nie żartuję” – udało mi się wyszeptać, głos drżał. „Jestem w ciąży, i to dziecko Glena.”
Wtedy Mama straciła kontrolę. Wstała i zaczęła na mnie krzyczeć.
„Wynoś się z kościoła natychmiast! Idź do domu, spakuj rzeczy i nie wracaj! Jak mogłaś to zrobić? Myślałaś w ogóle, co powiedzą nasza rodzina i znajomi? Nie znasz tradycji i wartości, które wyznajemy!? Znikaj z mojego widoku!”
Szybko wstałam i zaczęłam odchodzić, łzy zamazały mi widok. Widziałam, jak pani Jones patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.
Ale zanim dotarłam do drzwi, znajomy głos zawołał:
„Stop, młoda damo.”
To był pastor James, patrzył na moją matkę tym surowym wyrazem twarzy, który używał podczas szczególnie pasjonujących kazań.

„Claudia” – powiedział łagodnie, idąc do nas alejką – „czy porzucisz swoją córkę, gdy najbardziej cię potrzebuje? Czy to nie czas, by okazać miłość i przebaczenie?”
„Ale ona ma dziecko poza małżeństwem!” – protestowała mama. „Nigdy—”
„To nie powinien być problem, Claudio” – przerwał jej pastor James cicho. „Czasem największe błogosławieństwa przychodzą w niespodziewanych opakowaniach. Pamiętasz, Claudia, gdy twój mąż odszedł, ta wspólnota otoczyła was ramionami – ciebie i Faith. Czy teraz nie powinniśmy zrobić tego samego?”
Te słowa zmieniły myśli mamy. Spojrzała na mnie i rozpłakała się.
Następne, co pamiętam, to przytulaliśmy się pośrodku kościoła, obie płacząc, podczas gdy parafia udawała, że nie patrzy.
„Przepraszam, kochanie” – wyszeptała w moje włosy. „Po prostu się bałam o ciebie. Wiem, jak trudno jest wychowywać dziecko samotnie…”
„Nie jestem sama, Mamo” – powiedziałam. „Mam Glena, i ciebie… jeśli nadal mnie przyjmiesz?”
Ale historia na tym się nie kończy.
Kilka dni później Mama nalegała, by spotkać Glena i jego rodzinę.
„Czas zrobić to porządnie” – powiedziała, prostując mój kołnierzyk, jakbym nadal była małą dziewczynką. „Żadnych więcej sekretów.”
Glen zawiózł nas do siebie.
„Jesteś nerwowa?” – zapytałam, gdy podjeżdżaliśmy pod jego dom.
„Trochę” – przyznał, ściskając moją rękę. „Ale czas, by nasze rodziny się poznały.”

Nie uwierzysz, co wydarzyło się potem. Podjechaliśmy pod piękny dom, a kto otworzył drzwi? Pastor James.
Wyraz jego twarzy, gdy Glen nazwał go „tato”, był bezcenny.
„Faith?” – powiedział, patrząc między mną a swoim synem. „Glenn, synu, to twoja dziewczyna?”
„Tak, proszę pana” – powiedział Glen, biorąc mnie za rękę. „Zaskoczony?”
„No cóż, będę…” – pastor James pokręcił głową, a potem zaczął się śmiać. „Pan Bóg działa w tajemniczy sposób.”
Patrząc wstecz, nie mogę powstrzymać śmiechu, jak wszystko się ułożyło. Czasem najlepsze błogosławieństwa przychodzą w najbardziej przerażających opakowaniach, a ludzie, których ledwo znamy, okazują się naszymi największymi wsparciami.
Mama? Już wybiera imiona dla dziecka i dzierga małe buciki.
A dopiero wczoraj powiedziała: „Wiesz, kochanie, może czas, żebym częściej wychodziła. Brat pani Jones właśnie się przeprowadził…”
Zobaczymy, co wydarzy się dalej.
Co sądzisz o tym? Prosimy, zostaw swoją opinię w komentarzach i podziel się tą historią!
