Bardzo kocham moje wnuki, ale gdy moja synowa zaczęła zostawiać je u mnie w czasie mojego świętego spotkania klubu książki, nie pytając mnie o zgodę, wiedziałam, że coś musi się zmienić. To, co zrobiłam potem, nauczyło ją szacunku, którego nigdy nie zapomni.
Obecnie mieszkam sama w domu, w którym wychowałam swoje dzieci, i nauczyłam się być zajęta. Po 42 latach małżeństwa, kiedy trzy lata temu straciłam męża, powstała w mojej codzienności luka, którą wciąż uczę się wypełniać.
Miałam dobre życie z rodziną i nie jestem osobą, która siedzi i rozpacza nad sobą.
Mam dwoje cudownych dzieci: syna Michaela i córkę Sarę.

Mam też czworo wnucząt. Michael i jego żona Nancy mają dwójkę małych dzieci, energicznych maluchów. Sarah mieszka na drugim końcu kraju z mężem i dwójką dzieci, więc widuję ich rzadziej niż bym chciała.
Rodzina Michaela mieszka zaledwie 20 minut ode mnie, więc widuję wnuki bardzo często.
Bardzo kocham wszystkie wnuki i zawsze chętnie pomagam, gdy jest to potrzebne. Odbiory ze szkoły, niespodziewane przeziębienia, nagłe spotkania w pracy — zawsze tam byłam, bez żadnych narzekań.
Kiedy mała Emma zachorowała na grypę w zeszłym miesiącu, spędziłam u nich trzy dni, gotując zupę i czytając bajki. Kiedy dwulatek Jake miał trudny okres ząbkowania, chodziłam z nim po domu godzinami, żeby Nancy mogła się wyspać.
Takie są babcie i nie chciałabym tego zmieniać.
Niedawno jednak postanowiłam wyznaczyć jedną małą rzecz tylko dla siebie: comiesięczny klub książki z kilkoma bliskimi przyjaciółkami z kościoła i sąsiedztwa.
To nie są plotkarskie spotkania przy ciastkach. Traktujemy czytanie poważnie. Wybieramy wymagające książki, dyskutujemy o tematach i postaciach, spieramy się o wątki i śmiejemy, gdy ktoś zupełnie nie rozumie sedna.
To moje małe miejsce radości w nowym etapie życia. Przez trzy godziny raz w miesiącu jestem Martą czytającą, a nie tylko Martą babcią i pomocnicą.

Moja synowa Nancy jednak nigdy nie kryła swojej opinii o moim klubie książki.
„Klub książki? Serio?” zaśmiała się, gdy jej o tym opowiedziałam. „Jakie to urocze, Marto. Jak z filmu.”
Ton jej głosu jasno mówił, że uważa to za głupią stratę czasu dla starej kobiety. Mimo to nie przejmowałam się tym zbytnio. Nie robiłam tego dla jej aprobaty.
„Czytamy fascynujące książki,” mówiłam jej. „W tym miesiącu to kryminał z niesamowitymi zwrotami akcji.”
Uśmiechnęła się wtedy protekcjonalnie i zmieniła temat na coś, co uważała za ważniejsze. Pewnie znów potrzebowała, żebym odebrała Jake’a z przedszkola.
Powinnam była wtedy zauważyć sygnały ostrzegawcze. Nancy zawsze była osobą, która lubiła wykorzystywać życzliwość, ale tłumaczyłam to sobie stresem młodej matki.
Z perspektywy czasu widzę, że traktowała mój klub książki jako niedogodność, która przeszkadzała jej w darmowej opiece nad dziećmi.
To, co się wydarzyło później, wystawiło na próbę moją cierpliwość i determinację w sposób, którego się nie spodziewałam.
Właśnie wtedy, gdy zaczęliśmy pierwsze oficjalne spotkanie klubu książki, po tygodniach przygotowań, Nancy podrzuciła dzieci pod moje drzwi.

Był to czwartek po południu, a ja przygotowywałam filiżanki i układałam ciasto, które upiekłam rano. Panie miały przyjść za 30 minut, aby omówić naszą pierwszą książkę, gdy usłyszałam znajomy dźwięk samochodu Nancy na podjeździe.
Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, ona już odpinała dzieci z fotelików.
„Cześć, Marto!” zawołała radośnie. „Idealny moment! Potrzebuję, żebyś popilnowała Emmę i Jake’a przez kilka godzin.”
„Nancy, mam dziś klub książki,” odpowiedziałam. „Pamiętasz? Wspominałam o tym kilka razy.”
„Och, tak, twoja mała czytelnicza sprawa,” zaśmiała się. „To nie potrwa długo. Będę z powrotem przed kolacją!”
I zanim zdążyłam odpowiedzieć, już wyjeżdżała, machając przez okno. Nie dała mi torby z pieluchami ani przekąsek, nawet zabawek.
Nie powiedziała też, gdzie idzie ani kiedy wróci.
Oczywiście, bardzo kocham wnuki, ale Emma i Jake to energiczne maluchy. Nie da się spokojnie pić herbaty i dyskutować o fabule, gdy jedno dziecko rysuje kredkami na dywanie, a drugie systematycznie podlewa rośliny sokiem jabłkowym.
Moje koleżanki z klubu przyszły i zastały mnie, jak ganiałam Jake’a po salonie, a Emma zdążyła rozsypać całą paczkę chusteczek po podłodze. Panie były wyrozumiałe, ale nasza starannie zaplanowana dyskusja zamieniła się w pilnowanie dzieci.
„Może powinniśmy przełożyć spotkanie,” zasugerowała moja przyjaciółka Helen, unikając drewnianej łyżki, którą niósł Jake.

Za drugim razem, gdy Nancy znowu zrobiła to samo bez uprzedzenia, moje koleżanki z klubu miały już dość jej zachowania.
„Marto, musisz z tym coś zrobić,” powiedziała stanowczo Dorothy po kolejnym wieczorze spędzonym na próbach omówienia literatury i jednoczesnym pilnowaniu maluchów. „Jeśli teraz nie postawisz granic, ona będzie cię nadal wykorzystywać.”
„Wykorzystuje twoją życzliwość,” dodała Helen. „To nie fair wobec ciebie ani wobec nas.”
Miały całkowitą rację i ja też to wiedziałam.
Nancy traktowała mnie jak swoją prywatną nianię na każde zawołanie, nie szanując mojego czasu ani zobowiązań. Klub książki był dla mnie ważny, a ona to celowo ignorowała.
Tamtego wieczoru usiadłam w ciszy w domu i wymyśliłam plan.
Jeśli Nancy chce igrać z granicami i szacunkiem, to stara babcia nauczy ją lekcji, której długo nie zapomni.
Następnym razem, gdy Nancy przywiozła dzieci tuż przed klubem, uśmiechnęłam się słodko, skinęłam głową i czekałam dokładnie dziesięć minut po jej odjeździe.
Potem ubrałam Emmę i Jake’a, zapakowałam ich do samochodu wraz z fotelikami i pojechałam tam, gdzie Nancy była. Tym razem była to jej lekcja jogi w centrum społeczności.
Weszłam do studia jogi, niosąc Jake’a na ręku, trzymając Emmę za rękę, i zobaczyłam Nancy w pozycji psa z głową w dół.

„Nancy, kochana!” zawołałam radośnie, używając dokładnie takiego samego tonu, jak ona wobec mnie.
Spojrzała w górę, przerażona, gdy cała grupa odwróciła się w naszą stronę.
„Musisz popilnować dzieci przez kilka godzin,” oznajmiłam, używając jej słów. „Nie masz nic przeciwko, prawda?”
Zanim zdążyła protestować, delikatnie postawiłam Jake’a obok maty do jogi i pomogłam Emmie usiąść obok niego.
„Bardzo dziękuję, kochanie!” powiedziałam radośnie, po czym wyszłam ze studia.
Tak robiłam za każdym razem, gdy próbowała znowu zostawić dzieci bez uprzedzenia. Wizyta u fryzjera? Pojawiałam się z dziećmi. Brunch z koleżankami w modnej restauracji? Tam byłam, z torbą pieluchową w ręku.
Za każdym razem używałam jej własnych słów i tonu: „Tylko na kilka godzin. Nie masz nic przeciwko, prawda?”
Potem odjeżdżałam, zostawiając ją z dwójką maluchów w nieodpowiednim miejscu, które sobie wybrała.
Po trzecim razie, gdy przerwałam jej spotkanie z przyjaciółkami w lokalnej kawiarni, Nancy w końcu straciła cierpliwość.
„Nie możesz po prostu zostawiać dzieci u mnie bez ostrzeżenia!” krzyknęła, gdy przyszła je odebrać. „Miałam ważne plany! To było kompletnie upokarzające!”
Uniosłam lekko brew i spokojnie skrzyżowałam ręce.
„Och, miałaś plany?” zapytałam cicho. „Ważne plany? Takie jak ja podczas moich spotkań klubu książki?”
Zaczęła się denerwować, a jej twarz zrobiła się czerwona z gniewu i frustracji.
Pochyliłam się lekko, zachowując spokój.
„Nancy, jeśli chcesz, żebym zajmowała się dziećmi, wystarczy, że poprosisz ładnie i dasz mi trochę czasu na przygotowanie. Zawsze chętnie pomagam rodzinie. Ale jeśli będziesz dalej traktować mnie jak wycieraczkę, zostawiając dzieci, kiedy ci wygodnie, to ja będę robić dokładnie to, czego mnie nauczyłaś: zostawiać i uciekać.”
Otworzyła usta, żeby się sprzeciwić, ale znów je zamknęła. Po raz pierwszy w życiu nie miała gotowej riposty.
„Wybór należy do ciebie, kochana,” dodałam ze słodkim uśmiechem.
Tego dnia nie powiedziała już ani słowa.
Ale wiesz co? Od tamtej pory moje spotkania klubu książki są spokojne i niezakłócone. Chyba nauczyła się swojej lekcji.
