„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

Poznałam mojego drugiego męża na kursach podnoszenia kwalifikacji. W tym czasie byłam w trakcie rozwodu i sama wychowywałam pięcioletnią córkę. Wszystko w moim życiu układało się całkiem dobrze, ale czasem chciałam czuć się kochana i pożądana. W pierwszym małżeństwie, ku mojemu wielkiemu żalowi, nic takiego nie doświadczyłam. Mój były mąż miał jedną miłość na całe życie — alkohol. Z tą jego pasją nie mogłam konkurować. Dlatego się rozstaliśmy.

Kiedy poznałam Mikołaja, bardzo miłe były dla mnie jego oznaki uwagi, troski i nienachalna opieka. Po pół roku kontaktów bardzo się do siebie przywiązaliśmy. Potem jednak okoliczności sprawiły, że musiał wyjechać do swoich rodziców. Był jedynym synem i kiedy rodzicom potrzebna była pomoc, naturalnie nie mógł odmówić.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

Przeprowadził się do nich, a ja zostałam z dzieckiem w dotychczasowym miejscu zamieszkania. Nasza komunikacja przeszła na formę telefoniczną. Dzwoniliśmy do siebie codziennie, czasami rozmawialiśmy godzinami. W końcu zaprosił mnie do siebie. Prawda, nie tak do siebie, jak do domu, lecz do domu jego rodziców, z którymi wtedy mieszkał.

Jego rodzice mieszkali w malowniczym zakątku. Przyroda oczarowywała swoim wspaniałym pięknem. Zaprosił mnie nie samą, lecz razem z córką. Miałam urlop i przyjęłam jego zaproszenie.

Przyjęto nas bardzo serdecznie. Jeździliśmy w góry na wycieczki, chodziliśmy do lasu i nad rzekę, pływaliśmy, opalaliśmy się. Oczywiście poznałam liczną rodzinę Mikołaja. Podczas naszego pobytu Kołia (tak na niego mówiliśmy) złożył mi propozycję. Widząc jaką troskę i uwagę okazuje mi on i jego krewni, zgodziłam się. Córka też nie protestowała. Podobały jej się nasze podróże i poznawanie wszystkiego nowego.

Jesienią przeprowadziłyśmy się z córką do niego. Uroczystość była skromna. Jedynym moim pragnieniem było mieszkać jednak osobno, samodzielnie, a nie z jego rodzicami. Ale Mikołaj wyjaśnił, że zbiera pieniądze na swoje mieszkanie. Jeśli pójdziemy do wynajmowanego lokum, to odkładanie nie będzie możliwe. Postanowiłam wytrzymać.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

Oczywiście mieszkanie ze teściową pod jednym dachem nie jest łatwe dla każdej synowej. Starałam się pomagać, jak mogłam — pranie, prasowanie, sprzątanie domu, gotowanie — niczego się nie wstydziłam i nigdy nie odmawiałam. Tylko dogodzić było bardzo trudno. I to nie dlatego, że teściowa była jakaś wyjątkowa, nie. To była najzwyklejsza kobieta. Po prostu byłam dla nich obca.

Na początku naszych relacji cieszyli się, że ich syn ma rodzinę, ale potem zaczęli nas irytować — mnie i córkę. Teściowa często robiła mi uwagi, krzyczała na dziecko, a z tego wyrastały już moje pretensje.

Coraz częściej prosiłam męża, żebyśmy przeprowadzili się do wynajmowanego mieszkania. Ale on zawsze unikał moich próśb.

Wtedy zaczęłam szukać pracy, myślałam, że pomogę mężowi podjąć właściwą decyzję. Ale rezultat był zerowy.

Córka poszła do pierwszej klasy i moje troski o dziecko przysłoniły myśli o konfliktach z teściową. A potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To było upragnione dziecko. Nie wiem dlaczego, ale bardzo pragnęłam tego maluszka.

Ciąża przebiegała stosunkowo dobrze. Gdyby nie ciągłe uwagi teściowej, życie można byłoby nazwać szczęśliwym.

Całą ciążę starałam się nie zaniedbywać swoich kobiecych obowiązków i tak samo prowadzić gospodarstwo razem z teściową. Oczywiście już nie w takim tempie jak przed ciążą, ale dawałam radę.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

Kiedy byłam już w ósmym miesiącu ciąży, zaczęły się silne bóle głowy. Starałam się nie brać tabletek, by nie zaszkodzić dziecku. Po prostu mogłam się położyć lub posiedzieć pół godziny, żeby ból ustąpił.

I wtedy, podczas jednego z ataków bólu głowy, moja teściowa „zrzuciła na mnie psa”. Przyszła z pracy, a ja, jak widać, leżałam na kanapie. Ona nawet przed porodem myła podłogę na kolanach…

Jednym słowem, po tym wielkim skandalu zaczęła się u mnie odejście wód i poród przedwczesny. Lekarze wykonali pilne cesarskie cięcie. Wielkie im dzięki, uratowali mnie i mojego synka. Ale po operacji on trafił na intensywną terapię.

Nie potrafię opisać słowami, co musiałam przeżyć przez 10 dni, kiedy był między życiem a śmiercią. Modliłam się, nie spałam dobę, chodziłam do niego na intensywną terapię co dwie godziny. Tak, wpuszczali mnie do niego. Leżał taki malutki, w inkubatorze, cały w przewodach i kroplówkach. A ja przychodziłam, brałam go za malutkie paluszki i całym sercem prosiłam Boga, by zostawił mi to szczęście.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

I Bóg mnie usłyszał! Mój chłopiec zaczął się poprawiać. Lekarze powiedzieli, że wszystko z nim będzie dobrze, tylko w najbliższym czasie potrzebna jest bardzo ostrożna opieka.

I wiesz, cały czas, gdy leżałam w szpitalu, przy mnie była tylko moja mama. W dzień i w nocy mogłam do niej dzwonić, a ona odbierała. Mąż i jego rodzice przyjeżdżali tylko kilka razy. Na kilka minut. Już wtedy rozumiałam, że dzieje się coś dziwnego. I to nie tylko z teściową, ale też z mężem.

Wypisano nas ze szpitala i zaczęły się trudne dni. Dziecko po intensywnej terapii było bardzo słabe. Wymagało ciągłej opieki. I moja sześcioletnia córka też potrzebowała miłości i troski. Rozrywałam się na wszystkie strony. Byłam strasznie zmęczona. Ale pomocy żadnej nie było.

A tydzień po wypisie teściowa znów rozpoczęła ze mną wojnę. Tym razem z ostrą artylerią. Wciągnęła teścia. Tylko słyszałam, że jestem leniwa, nie gotuję, przestałam sprzątać, nawet nie chcę prać, pieluchy dziecka źle pakuję. I jakąś brednię słyszałam codziennie.

Nerwy miałam na skraju. Wszystkimi siłami starałam się zachować mleko dla dziecka. Lekarze przy wypisie stanowczo zalecali, by jak najdłużej karmić dziecko piersią. I starałam się. Wszystkie siły rzucałam na to. A teściowa nie ustępowała. Do tego procesu moralnego niszczenia dołączył teść. Wieczorami wzywał mojego męża do swojego pokoju i głośno go ganił za „nieporządną żonę”.

Prosiłam, błagałam męża, żeby się wyprowadził. Ale on już był pod moralną kontrolą swoich rodziców. Nie widziałam żadnego wyjścia.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

I od tego wszystkiego zaczęłam chorować. Bóle głowy, skoki temperatury, zaostrzył się wrzód… Rozumiałam, że już niedługo nie będę mogła dbać ani o siebie, ani o dzieci.

Pewnego dnia, gdy nikogo nie było w domu, zadzwoniłam do ojca i powiedziałam: „Tato, jeśli mnie nie zabierzesz, umrę!”.

I następnego dnia mój ojciec przyleciał. Musiał pokonać 3000 km. Porzucił wszystko — sprawy, pracę, odwołał wszystkie spotkania. Przyleciał ratować mnie.

I wiesz, co usłyszał od mojego teścia? — „Po co tu przyjechałeś? My cię tu nie chcemy! Twoja córka — wariatka. Chcieliśmy ją w ogóle oddać do psychiatryka, a wnuka zatrzymać dla siebie!”. Nie wiem, jak mój ojciec powstrzymał się i nie zabił tego potwora.

Ale z okropnymi skandalami, wojną, krzykami i tak mnie zabrał z dziećmi z tego piekła. Wyjechałam wtedy z niczym. Bez dokumentów, bez rzeczy. Najważniejszy skarb był ze mną — to moje dzieci.

A mąż? Mąż nawet nie próbował mnie bronić. Po prostu przytakiwał swojemu ojcu, mamrotał niezrozumiałe słowa za matką i na tym koniec.

Po moim wyjeździe z dziećmi nie zadzwonił ani razu. Napisał SMS, w którym nazwał mnie zdrajczynią i złodziejką. Wzięłam jego syna. Dlatego nie chce mnie więcej widzieć. Powiedziane — zrobione.

„Narzeczoną oddamy do psychiatryka, a wnuk zostanie z nami.”

Minęło już prawie 13 lat. Moje życie ułożyło się bardzo dobrze. Obok mnie są moje dzieci, moi ukochani rodzice. Tak, podjąć właściwą decyzję w trudnej sytuacji życiowej — bardzo niełatwo. Trzeba mieć odwagę zmienić to, co przynosi ból. I mi się to udało. Wielkie dzięki mojej rodzinie — rodzicom, bratu. Teraz oni dają mi siłę.

Na zdjęciu ja z moimi dziećmi.

Nie bój się zmieniać swojego życia. Zmiany są zawsze na lepsze. Najważniejsze, by być szczęśliwym człowiekiem. Nawet jeśli dla tego trzeba zniszczyć wszystko do fundamentów.

To jest autobiograficzna historia. Mały fragment mojego trudnego życia. Ale wszystkie trudności, które spotkałam na mojej drodze, uczyniły mnie tylko silniejszą. Nauczyły mnie widzieć szczęście.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z przyjaciółmi:
Niesamowite historie wokół nas