W latach 80. w Nowym Jorku zaczęła się rozwijać nowa kultura: lochy. Wielu mężczyzn płaciło spore sumy, aby odwiedzić te miejsca, gdzie dominujące kobiety uczyły ich, co mają robić, a oni podporządkowywali się ich woli. To był kwitnący interes i z biegiem czasu coraz więcej kobiet wchodziło w ten świat. Było to miejsce, w którym władza była przedmiotem transakcji, a pieniądze wydawały się nie mieć końca. Ja z kolei szyłam skórzane spódnice dla wielu z tych kobiet, z otworami z tyłu, aby mężczyźni mogli całować im pośladki.

Pewnego dnia, mierząc Asię – dość znaną dominę – powiedziałam jej: „Założę się, że mogłabym zarobić więcej od ciebie, nie nosząc takich ubrań.” Przyjęła wyzwanie. Wszystko zaczęło się jako żart, ale im więcej o tym myślałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, że Asia zarabia 150 dolarów za sesję – a to były prawdziwe pieniądze. Jak udało mi się zarobić więcej niż wszystkie dominujące kobiety? Tak jak zwykle, gdy mam pomysł – zamieściłam ogłoszenie z tyłu magazynu „Village Voice”.

Większość dziewczyn w tamtych czasach reklamowała się, podkreślając, jakie są młode, ale ja użyłam słowa „dojrzała”. Na końcu dodałam też po jidysz: „Żydowscy chłopcy mile widziani”. To była prosta i skuteczna metoda, a pieniądze zaczęły szybko napływać. Nigdy nie pozwoliłam, by mnie dotykali. Wystarczyło, że zachowywałam się jak autorytarna kobieta – co było łatwe, bo moja matka była dość… surowa.

Wymyślałam sobie postacie – czasem byłam nauczycielką, innym razem nianią bogatego dziecka. Scenariusze stawały się coraz dziwniejsze, a im bardziej absurdalne, tym więcej zarabiałam. Pamiętam moment, gdy usłyszałam o jednej dominie z Upper East Side, która brała 3000 dolarów tygodniowo za porwanie mężczyzny i przetrzymywanie go w piwnicy swojego domu.

Ja nie miałam piwnicy, ale znałam kierowcę limuzyny imieniem Dean, który również chciał zarabiać tak jak ja. Więc za każdym razem, gdy dzwonił nowy klient, mówiłam mu: „Chcesz być porwany, prawda?” I zazwyczaj mężczyzna zaczynał się jąkać: „Du-du-du.” Wtedy mówiłam: „Słuchaj uważnie. Jutro o 15:00 czekam na rogu 5th Avenue i 18th Street. Nie spóźnij się!”

Za każdym razem dokładnie wiedziałam, który mężczyzna chciał być porwany – to ten, który patrzył na zegarek i wyglądał na przerażonego. Pojawiałam się wtedy z limuzyną, chwytałam go za kołnierz i wciągałam do środka. Potem zamykałam drzwi i zaczynałam wydawać rozkazy. Wszystko działo się na tyłach limuzyny, podczas gdy Dean, kierowca, podnosił szklaną przegrodę, żeby nie patrzeć – tylko pilnował drogi. Na końcu dawałam Deanowi 100 dolarów, bo ja zarabiałam 250 dolarów na każdym kliencie.
