Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Ból zaczął się jeszcze zanim urodziła swoje pierwsze dziecko i nigdy naprawdę nie zniknął. Przez pięć lat badania obrazowe nie wykryły tego, co rosło w jej ciele. Kiedy Michelle Hughes w końcu się załamała, diagnoza wyjaśniła wszystko i zmieniła całe jej życie.

Michelle sądziła, że po prostu zmaga się z pozostałościami dolegliwości ciążowych, gdy zemdlała krótko po porodzie. To, co lekarze odkryli, wywróciło jej świat do góry nogami: nieuleczalny nowotwór, który przez pięć lat pozostawał niezauważony.

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Jej historia opowiada o cichych objawach, które były wielokrotnie ignorowane, o momencie, który zmienił wszystko, oraz o niezwykłej decyzji, jaką podjęła, gdy dowiedziała się, że może nie przeżyć. Mając troje małych dzieci i prognozę mierzoną w miesiącach, Michelle odmówiła bezczynności.

**Ból pod żebrami, który wydawał się niczym**

W 2016 roku, będąc w 35. tygodniu ciąży, Michelle poczuła ostry, uporczywy ból pod prawym żebrem. Uznała, że to normalny objaw ciąży. Wspomniała o tym mimochodem na rutynowej wizycie, co skłoniło lekarza do zlecenia USG w celu wykluczenia problemów z pęcherzykiem żółciowym.

Badanie nie wykazało problemów z pęcherzykiem, ale ujawniło niespodziewane znalezisko: naczyniaka na wątrobie. Lekarze uznali go za łagodną, wypełnioną krwią torbiel, raczej niepowiązaną z bólem. Zachęcili ją, by skupiła się na nadchodzącym porodzie i dodali, że jeśli ból nie ustąpi, można będzie do tematu wrócić.

Zalecono kontrolne badanie w kolejnym roku. Michelle urodziła córkę, Juliet, tydzień później, w 36. tygodniu. Po latach niepłodności i martwym urodzeniu syna, Michelle i jej mąż Ty byli przepełnieni radością.

Zanurzyła się całkowicie w macierzyństwo, wdzięczna za córeczkę i gotowa ruszyć dalej. Tymczasem dyskomfort pod żebrami utrzymywał się – nie był paraliżujący, tylko dokuczliwy i pojawiał się od czasu do czasu. Ponieważ kolejne badania wykazywały stabilnego naczyniaka, Michelle nie miała powodu do zmartwień.

**Lata ignorowania subtelnego sygnału**

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Gdy Juliet rosła, Michelle wróciła do pracy jako pracownica socjalna i znów rozpoczęła leczenie niepłodności. Wkrótce zaszła w ciążę z drugą córką, Adeline.

Lata upływały w szybkim tempie. Obowiązki zawodowe i macierzyństwo pochłaniały ją całkowicie. Od czasu do czasu odczuwała ból z boku – czasem na tyle silny, by trafić na ostry dyżur.

Za każdym razem badania potwierdzały brak zmian w torbieli wątroby. Nadal uznawano ją za nieszkodliwą. Mimo bólu i braku odpowiedzi, Michelle ufała wynikom badań. Mając dwoje dzieci i wypełniony po brzegi grafik, szła dalej.

**Nagłe załamanie po narodzinach syna**

W 2021 roku Michelle była w ciąży z trzecim dzieckiem, gdy pojawiły się nowe komplikacje. W 35. tygodniu doszło do pęknięcia łożyska – groźnej sytuacji zagrażającej życiu. Zarówno Michelle, jak i jej syn Hatton przeżyli. Hatton trafił do inkubatora, a Michelle zaczęła wracać do zdrowia.

Kilka dni po powrocie do domu zasłabła na oczach dzieci, siostry i siostrzeńców. Ty zawiózł ją do szpitala. Miała puls 180 uderzeń na minutę.

Trafiła na ostry dyżur. Wyniki badań obrazowych były szokujące: płuca pełne guzów, wątroba z 15 torbielami. Lekarze byli zszokowani, jak jej stan mógł się tak pogorszyć w krótkim czasie.

Kilka tygodni wcześniej USG nie wykazało zmian. Początkowo podejrzewano, że problemy są efektem porodu – infekcją lub urazem.

Po raz pierwszy od pięciu lat było jasne, że dzieje się coś poważnego.

**Przełomowa diagnoza: IV stadium EHE**

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Po alarmujących wynikach Michelle przewieziono z Wyspy Księcia Edwarda do Moncton na biopsję wątroby. Z powodu obostrzeń covidowych pojechała sama. Spodziewała się szybkiego zabiegu. Zabrała laktator, myśląc tylko o powrocie do noworodka.

Zamiast tego pojawiło się krwawienie wewnętrzne i trafiła na OIOM. Jej rodzinę wezwano do szpitala. Michelle przebywała tam kilka dni, podczas gdy lekarze próbowali zrozumieć, co poszło nie tak.

20 sierpnia 2021 roku, trzymając trzytygodniowego syna, usłyszała diagnozę: rak. Lekarz miał trudności z wymówieniem jego nazwy – epithelioid hemangioendothelioma (EHE), rzadki, nieuleczalny nowotwór tkanek miękkich, niewidoczny w standardowych badaniach obrazowych. Rak był już w IV stadium i prawdopodobnie rozwijał się latami.

Matka Michelle zapytała: „Ile jej zostało?” Leżąc z synkiem, Michelle próbowała pojąć, jak coś tak długo uważane za nieszkodliwe, mogło okazać się śmiertelne.

Rodzina zrezygnowała z planowanego powrotu do Terytoriów Północno-Zachodnich i została na Wyspie Księcia Edwarda, nie wiedząc, co przyniesie przyszłość.

**Nadzieja na przeszczep i kolejny cios**

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Gdy pierwszy szok minął, lekarze przekazali, że jeśli rak ogranicza się do wątroby i płuc, Michelle może kwalifikować się do przeszczepu wątroby. Dla niej była to iskierka nadziei – plan, którego mogła się trzymać.

Wierzyła, że przeszczep pozwoli jej przeżyć dla dzieci. Ale nadzieja szybko zgasła. PET-scan wykazał przerzuty do uda i kolana – wykluczające transplantację.

Podczas kolejnej wizyty lekarz poinformował, że rak jest zbyt zaawansowany. Inny pacjent z tą samą diagnozą, ale mniejszą liczbą guzów, przeżył tylko kilka miesięcy.

Michelle trzymała wtedy Hattona. Myślała tylko o nim: „On mnie nie zapamięta, a to dla mnie nie do przyjęcia.” Po tej rozmowie opuściła gabinet i nigdy tam nie wróciła.

**Lekarz z innym spojrzeniem**

Zdeterminowani, Michelle i Ty szukali specjalisty znającego EHE. W końcu trafili do onkologa w Toronto, który leczył wielu pacjentów z tą chorobą.

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

Podczas pierwszej konsultacji usłyszała: „Tak, możesz umrzeć za pięć lat – prawdopodobnie za trzy – ale chcę, żebyś żyła.” Lekarz zauważył, że Michelle już pokonała statystyki.

Mimo raka donosiła trzy ciąże, przeżyła komplikacje i wciąż żyła. „Spójrz, jakie życie już przeżyłaś. Jakie dzieci urodziłaś z nowotworem w ciele – i nadal tu jesteś.”

To zmieniło jej nastawienie. Michelle i Ty przeprowadzili się do matki Michelle na Wyspę Księcia Edwarda, by zacząć nowy etap.

**Pogorszenie i odzyskanie kontroli**

Wkrótce po przeprowadzce Michelle przeziębiła się – zwykłe przeziębienie przyniesione przez dzieci. U niej infekcja szybko przerodziła się w coś poważniejszego. Nowe guzy, istniejące się powiększyły.

Lekarz przepisał eksperymentalne leki doustne – cztery białe tabletki dziennie. Bez skutków ubocznych, ale z ogromnym ciężarem emocjonalnym.

Leżąc nocą obok synka, Michelle patrzyła przez szczebelki łóżeczka i myślała: „Moje dzieci nie będą mnie znały jako mamy.”

Wtedy natknęła się na wideo – łysa kobieta robiąca stanie na głowie i śmiejąca się, mimo IV stadium raka. Jej radość była prawdziwa. Michelle pomyślała: „Skoro ona może, to ja też.”

Po urodzeniu trzeciego dziecka zasłabła – potem dowiedziała się, że od 5 lat żyje z nieuleczalnym rakiem.

**Początek drogi do sprawności**

Następnego dnia weszła na bieżnię. Nigdy nie była aktywna fizycznie, ale zaczęła – od marszu, potem krótkiego biegu. Z czasem zaczęła biegać regularnie.

Wkrótce biegała na zewnątrz z synem w wózku. Firma wysłała jej specjalny pasowy wózek. Potem zabierała też córki. Całość ważyła 77 kg. Michelle zaczęła biegać 5 km w 30 minut z całym zestawem.

**Najśmielszy cel: triathlon**

W 2022 roku przebiegła 10 km, w 2023 półmaraton z przyjaciółmi. W 2024, trzy lata po diagnozie, powiedziała Ty’owi: „Chcę być triatlonistką.” Nie umiała pływać ani jeździć na rowerze, nie miała nawet roweru.

Ale Ty ją wspierał. Wynajęła trenerów. 20 sierpnia 2024 roku – dokładnie trzy lata po diagnozie – ukończyła pełny triathlon: półmaraton, 104 km jazdy na rowerze i 2 km pływania w oceanie.

**Od prywatnego dziennika do społeczności**

Chciała, by dzieci pamiętały, kim była. Zaczęła nagrywać wideo, pisać dziennik – początkowo tylko dla nich. Ale jej historia poruszyła ludzi na całym świecie.

Na Instagramie obserwuje ją ponad 400 000 osób. Nie pokazuje wyidealizowanego życia – występuje w szlafroku, z nieułożonymi włosami i bez makijażu. Jej mąż Ty również dzieli się ich codziennością.

„Możemy siedzieć i pogrążać się w bólu świadomości, że umieramy – albo szukać radości. Choćby przez 30 sekund dziennie.”

**Przygotowanie dzieci i życie z sensem**

Michelle od początku była z dziećmi szczera. Wiedzą, że mama jest chora i rak może nie zniknąć. Mówi im o tym spokojnie, zrozumiale. To kształtuje sposób, w jaki rodzina radzi sobie z chorobą.

Stworzyła kalendarz „Tygodnie życia” – co tydzień zamalowuje kolejne pole. Nie jako odliczanie, lecz świętowanie tego, co wciąż trwa.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z przyjaciółmi:
Niesamowite historie wokół nas