Mężczyzna stara się wychować swoje trojaczki po śmierci żony, wierząc, że są jego dziećmi. Jednak sprawy szybko się komplikują, gdy spotyka nieznajomego na cmentarzu i dowiaduje się, że dzieci, którym poświęcił tyle czasu, tak naprawdę do niego nie należą.
Brązowe, suche i zgniłe liście szurały pod butami Jordana Foxa, gdy pchał wózek przy wejściu na cmentarz w Manhattanie. Na trawniku leżały suche kwiaty i częściowo wypalone świece. Podmuch wiatru przeszył rząd czerwonych cedrów ze wschodu, łamiąc ciszę cmentarza, gdy podchodził do grobu swojej zmarłej żony Kyry. To była pierwsza rocznica jej śmierci.

„Pójdziemy zobaczyć mamę…” – powiedział do Alana, jednego z trojaczków, który usiadł mu na lewym biodrze w pieluszce. Pozostali dwaj, Eric i Stan, leżeli w wózku, patrząc w niebo i gaworząc na widok ważek.
Gdy dotarł na miejsce, serce Jordana zaczęło bić szybciej na widok nieznajomego mężczyzny, wyglądającego na około pięćdziesięcioletniego, stojącego przy grobie Kyry. Mężczyzna poprawił irlandzką czapkę i pochylił się, by dotknąć nagrobka z napisem: „Iskra w naszych oczach i sercach jest teraz na niebie. – Pamięci Kyry Fox.”
Jordan próbował przypomnieć sobie tego mężczyznę, ale nie potrafił go rozpoznać. „Kim on jest i co robi przy grobie mojej żony?” – zastanawiał się, podchodząc bliżej.
„Amen!” – powiedział mężczyzna z lekkim uśmiechem, kończąc znak krzyża i odwracając się ponuro, by przywitać się z Jordanem. Uśmiechnął się, w oczach miał niecierpliwość, podniósł rękę na uścisk, lecz cofnął ją, gdy spojrzał na dzieci.
Brwi Jordana zmarszczyły się z zaskoczenia. Chciał wiedzieć, kim jest ten człowiek i dlaczego jest przy grobie Kyry. O ile pamiętał, nigdy go wcześniej nie widział, nawet na pogrzebie. „Kim on jest? Co tu robi?” – był zdezorientowany.
„Oferuję ci 100 000 dolarów! Dam więcej, jeśli chcesz. Weź pieniądze i oddaj mi dzieci.”
„Pewnie jesteś Jordan Fox… Miło cię poznać, panie Fox” – powiedział mężczyzna. „Wiedziałem, że tu dziś przyjdziesz i czekałem. Nazywam się Denis… z Chicago… jestem starym znajomym Kyry.”

Jordan był trochę zaskoczony, bo Kyra nigdy nie mówiła mu o żadnym starym przyjacielu z Chicago o imieniu Denis.
„Miło cię poznać, Denis. Nie jestem pewien, czy cię znam… Spotkaliśmy się kiedyś? Nigdy nie byłem w Chicago.”
„Nie do końca! Dopiero co przyjechałem do Manhattanu. Dowiedziałem się, że…” Denis przerwał, przełykając ślinę, patrząc na dzieci. „Czy mogę zobaczyć twoje dzieci… jeśli nie masz nic przeciwko?”
Jordan zawahał się i udawał, że nie słyszy prośby, nie chcąc oddać dzieci nieznajomemu. Denis uznał to za odmowę, ale mimo to pochylił się nad wózkiem, by zobaczyć pozostałe dzieci.
„To anioły! Słodkie małe cynamonowe bułeczki! Mają mój nos i oczy… i jasnobrązowe włosy…” „I te długie rzęsy… miałem takie, gdy byłem mały,” powiedział Denis, po czym spojrzał w górę i wyznał coś, czego Jordan nie był gotów usłyszeć.

„Panie Fox, wiem, że może to nie mieć dla pana sensu, ale… wiem, że zastanawia się pan, kim jestem i dlaczego tu jestem. Jestem PRAWDZIWYM OJCEM tych chłopców i przyszedłem ich odebrać.”
„CO?!” Jordan zmarszczył brwi i chciał uderzyć mężczyznę za te słowa, ale oszczędził go ze względu na wiek i próbował się przedrzeć obok, myśląc, że jest szalony.
„Panie Fox, proszę mi wierzyć. Jestem ojcem tych dzieci. Błąd, który popełniłem dawno temu, wciąż mnie prześladuje. Chcę go naprawić, póki nie jest za późno. Proszę, oddaj mi dzieci. Mam dla pana świetną ofertę.”
„Jesteś szalony, stary człowieku? Zejdź z mojej drogi, zanim zadzwonię na policję” – powiedział Jordan, ściskając wózek z Alanem i ignorując mężczyznę.

Ale Denis się nie poddawał i zaczął zdradzać zaskakujące szczegóły o zmarłej Kyrze, które zaskoczyły Jordana.
„Kyra, twoja żona… kochała disco i rowery… była brunetką z zamiłowaniem do sztuki i kuchni francuskiej… Zupa cebulowa i crème brûlée to były jej ulubione potrawy. Miała alergię na orzeszki ziemne i małą bliznę po oparzeniu na prawej udzie… i miała to…”
„DOŚĆ! PRZESTAŃ!” – krzyknął Jordan. „Nie chcę już słyszeć o mojej żonie. Kim jesteś i jak to wszystko wiesz? Czego chcesz?”
„Mówiłem, że jestem ojcem jej dzieci. Panie Fox, wiem, że to dziwne i nie mogę dostać opieki nad dziećmi. Wiem to, okej? Ale jestem pewien, że nie chciałbyś zmarnować swojej młodości na nie i docenisz moją pomoc w ich wychowaniu. Jesteś młody i przystojny, masz całe życie przed sobą. A ja jestem stary, nie mam nikogo poza tymi dziećmi. Chcę je odzyskać. Proszę, oddaj je i zacznij nowe życie.”

„Słuchaj, nie wiem, o czym mówisz. Co mam robić w życiu, to moja sprawa, dobrze? Zwariowałeś? Wyglądasz na wariatka… Znajdź sobie coś innego do roboty. Nie znam cię i chyba mnie z kimś pomyliłeś… Odejdź. I nie zbliżaj się do moich dzieci.”
„Panie Fox, dzieci są moje, to prawda… I zrobię wszystko, by je zabrać. Ale nie chcę ci wszystkiego psuć, skoro je wychowałeś przez tyle czasu. Więc umówmy się: oferuję ci 100 000 dolarów! Dam więcej, jeśli chcesz. Weź pieniądze i oddaj dzieci.”
„Wiem o twojej żonie Kyrze więcej, niż ty o niej wiesz. Przemyśl to i wróć do mnie, dobrze? Oto moja wizytówka.”
Łzy szoku i żalu napływały do oczu Jordana. Nie mógł uwierzyć, że Denis wie tak wiele o Kyrze. Na chwilę chciał wierzyć, że to kłamstwo i stary mężczyzna robi mu żart. Niestety, Jordan nie mógł zapomnieć, że Denis wspomniał o bliznie po oparzeniu na prawym udzie Kyry.

„To nie jest łapówka, panie Fox. Chcę podziękować, że wychowałeś moje dzieci, dobrze? I nie musisz się martwić. Mam 57 lat i wystarczające doświadczenie w wychowywaniu dzieci. Powinieneś być szczęśliwy, że oddajesz je w dobre, godne zaufania ręce. Wiem, co poczujesz. Ale nie martw się. Przemyśl to i wróć. Zadzwoń do mnie pod ten numer, dobrze? Będę czekał. Denis Roberts nie lubi odmów, więc…”
Denis wsunął wizytówkę do ręki Jordana i szybko odszedł, zostawiając go w szoku i rozpaczy.
Migotliwy płomień i dym świecy na nagrobku Kyry przywróciły Jordana do teraźniejszości. Położył bukiet na grobie i po chwili ciszy pośpieszył, by opuścić cmentarz z dziećmi. Przez chwilę
