Całe życie uczono mnie, że istnieje moment, w którym dzieje się coś znaczącego. Od mojej mamy często słyszałam, że kiedy kończy się 50 lat, następuje głęboka przemiana. Mówiła, że to były najbardziej odprężające dekady jej życia, bo przestała się martwić o to, co myślą inni. Zaczęła żyć dla siebie, bez ograniczeń narzuconych przez społeczne oczekiwania.

Ja jednak nie odczułam tego samego spokoju w swoich pięćdziesiątych latach. Może później dotarłam do tej wewnętrznej ciszy, o której mówiła mama, ale potrzebowałam znacznie więcej cierpliwości i szeregu wydarzeń, aby zrozumieć, co naprawdę znaczy być wolną. Mimo że przez całe życie pracowałam jako urzędniczka biurowa, a firma zwolniła mnie przed ukończeniem czterdziestu lat, szybko znalazłam nowe stanowisko, blisko domu. Tym samym, nie musząc już dojeżdżać, odkryłam nową wolność – czas.
A czas przyniósł ze sobą nową możliwość: fotografię. Zawsze mnie to pasjonowało, ale nigdy nie miałam odwagi poświęcić tej pasji całego życia. Pewnego dnia usłyszałam o lokalnej grupie o nazwie Koalicja Foto-art z Milwaukee i postanowiłam do niej dołączyć. To było miejsce, gdzie czułam się jak w domu, gdzie mogłam wyrażać wszystkie swoje myśli i emocje poprzez obrazy. Uczestniczyłam we wszystkich możliwych lekcjach i prezentacjach, ciągle się uczyłam, nawiązałam kontakt z innymi ludźmi dzielącymi tę samą miłość do fotografii.

Potem pojawił się comiesięczny konkurs. Każdy uczestnik otrzymywał inspirujące zdanie, artystyczną myśl, wokół której miał stworzyć pracę. Moje zdanie było proste, ale mocne: „Bycie sobą to największe wyzwanie.” Pomyślałam o wpływach, które mnie kształtowały – Cindy Sherman i Frida Kahlo. Zrobiłam autoportret w stylu femme fatale i zgłosiłam go do konkursu. Nie wygrałam, ale otrzymałam wyróżnienie, a to wystarczyło, by otworzyć mi oczy.
W tamtym momencie wiedziałam, że chcę zostać artystką. To była decyzja poważniejsza, niż początkowo przypuszczałam. Byłam świadoma, że mogę nie być wystarczająco dobra, ale postanowiłam potraktować tę drogę poważnie. Nauczyłam się obsługi Photoshopa, dowiedziałam się, jak zgłaszać się na wystawy i jak tworzyć prace niosące głębokie przesłania. W ciągu ostatnich pięciu lat stworzyłam około trzydziestu autoportretów, każdy inny, każdy z unikalną historią. Nauczyłam się tworzyć nie tylko obrazy, ale i emocje.

Jedna z najnowszych serii prac była inspirowana opieką nad bliską osobą w zaawansowanym stadium demencji. Stworzyłam 13 zabawnych, ale pełnych znaczenia scen, które odzwierciedlały chwile z mojego życia z mamą i siostrą. Każda scena oparta była na prawdziwym wydarzeniu – momencie, który nauczył mnie, jak radzić sobie w tych delikatnych sytuacjach, ale też jak znaleźć odrobinę humoru nawet w najtrudniejszych chwilach.
Dzięki fotografii odkryłam ogromną wolność. Wolność tworzenia, eksplorowania, robienia tego, co kocham. Czuję się kompletna, gdy stoję przed kamerą, gdy mogę budować własny świat i dzielić się nim z innymi. Już nie czuję, że muszę się dopasowywać do narzuconych schematów. Nauczyłam się rezygnować z oczekiwań innych i żyć dla siebie.

Zdałam sobie sprawę, że w dzieciństwie byłam aktorką we własnym życiu. Uwielbiałam grać w gry fabularne, wcielać się w różne postacie. Z siostrami często bawiłyśmy się w grę, w której ja byłam telewizorem. Za każdym razem, gdy naciskałyśmy pilot, musiałam wymyślić nowy program, nową historię. To był magiczny czas, kiedy moja wyobraźnia nie znała granic. Jednak z wiekiem stałam się osobą, która próbowała zadowalać innych. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo zasad: co mogę, a czego nie mogę robić. Stały się one tarczami, które mnie chroniły, ale też ograniczały.
Ale się zmieniłam. Z biegiem lat, gdy osiągnęłam wiek 60 lat, zrozumiałam, że wiele z tych zasad się rozpadło. Może śmierć moich rodziców była punktem zwrotnym, momentem, w którym pojęłam, że nie muszę już spełniać niczyich oczekiwań. A może po prostu sześćdziesiątka to wiek, w którym zaczynamy naprawdę rozumieć, kim jesteśmy i co chcemy zrobić z resztą naszego życia.

To jest prawdziwa wolność: żyć dla siebie. Podążać za pasjami, tworzyć własną ścieżkę i być autentycznym, bez lęku przed oceną. To prawda, którą odkryłam, dorastając i zmieniając się. Każdy dzień to szansa, by stać się kimś lepszym, żyć intensywniej i bardziej autentycznie. A w mojej sztuce odnalazłam najszczerszy i najbardziej wyzwalający sposób wyrażania siebie.
